Ferrari oficjalnie zaprezentowało model Luce 25 maja 2026 roku – pierwszego w historii marki elektrycznego samochodu sportowego. W tym samym czasie pojawiły się pogłoski o McLarenie P50 z manualną skrzynią biegów oraz informacje o nowym dziale Subaru dedykowanym autom sportowym. Lipiec 2026 przyniósł więcej nowości ze świata supersamochodów niż niejeden rok w poprzedniej dekadzie.
Ferrari Luce: pierwsze elektryczne Ferrari wyjechało na tor
Ferrari Luce zadebiutowało publicznie 25 maja 2026 roku podczas uroczystości upamiętniającej 79. rocznicę pierwszego zwycięstwa marki w Grand Prix Rzymu na terenie Term Karakalli. Według Motor1, dziennikarz Flavio Atzori widział gotowy samochód jeszcze miesiąc wcześniej – na torze Balocco, gdzie Ferrari kręciło materiał promocyjny z udziałem Charlesa Leclerca i Lewisa Hamiltona.
Oba kierowcy F1 jeździli prototypem Luce przed oficjalną premierą, choć – jak pisze Motor1 – żaden z nich nie widział wcześniej ukończonego egzemplarza produkcyjnego. Raffaele De Simone, główny kierowca testowy Ferrari, zapytał wówczas dziennikarza wprost o odczucia związane z elektrycznym Ferrari. To pytanie samo w sobie mówi dużo o tym, jak Maranello podchodzi do tej premiery: z ostrożnością, ale i świadomością wagi momentu.
Ferrari nie ujawniło wszystkich danych technicznych Luce przed oficjalnym debiutem. Relacja Motor1 opisuje atmosferę i kontekst prezentacji, a nie pełną specyfikację – konkretne liczby marka planowała podać podczas oficjalnego eventu.
McLaren P50: manualny supersamochód po prawie 30 latach
McLaren ma rzekomo przygotować model o roboczej nazwie P50 – pierwszy samochód marki z manualną skrzynią biegów od czasu McLarena F1, produkowanego w latach 1992–1998. Według Motor1, informacje te pochodzą z serwisu TheSupercarBlog, który nie podał swoich źródeł.
Jeśli doniesienia się potwierdzą, P50 będzie droższy od McLarena W1 i powstanie w liczbie poniżej 100 egzemplarzy. Dokładna cena nie została ujawniona. Premiera ma nastąpić w sierpniu 2026 roku.
McLaren F1 do dziś pozostaje najszybszym seryjnym samochodem z wolnossącym silnikiem. Poprzedni model z manualną skrzynią to M6GT – projekt Bruce’a McLarena, który nigdy nie trafił do produkcji seryjnej po zbudowaniu zaledwie trzech prototypów.
Trzy pedały wracają do mody na samym szczycie rynku. Ferrari wprowadza skrzynię z bramką i pedałem sprzęgła w 12Cilindri Manuale, Hennessey montuje prawdziwy manual w Venomie F5-M, Porsche sprzedaje 911 GT3 S/C wyłącznie z manualem. McLaren dołączyłby do tego grona jako marka, która najdłużej opierała się temu trendowi – i przez to zrobiłaby z tego największy marketingowy event.
Subaru przyznaje, że zrobiło się nudno
Subaru oficjalnie powołało nowy wewnętrzny dział dedykowany samochodom sportowym. Według CarScoops, powołując się na japoński serwis BestCarWeb, w planach są już trzy modele z manualną skrzynią biegów.
Kierownictwo marki wprost przyznało, że oferta sportowa straciła wyrazistość. STI zniknęło, WRX ewoluowało w kierunku spokojniejszego sedana, a kolejne koncepty – jak choćby WRX Project Midnight z 670 KM – kończyły żywot na targach, nie trafiając do salonów. Nowy dział ma temu zapobiec.
To rzadki przypadek, gdy producent sam diagnozuje problem zamiast ogłaszać „nową erę” w komunikacie prasowym. Czy trzy manualne sportowe Subaru rzeczywiście trafią do klientów – to pytanie, które fani marki zadają sobie od co najmniej dekady. Odpowiedź poznamy nie w sierpniu, ale pewnie za kilka lat przy pierwszych wycenach.
Polski cennik ewentualnych modeli nie został podany. Subaru jest dostępne w Polsce przez sieć autoryzowanych dealerów, ale żaden z zapowiadanych modeli nie ma jeszcze daty wprowadzenia na rynek europejski.
Co to oznacza
Trzy różne marki, trzy różne podejścia – ale wspólny mianownik: rynek supersamochodów i aut sportowych skręca wyraźnie w stronę zaangażowania kierowcy, nie tylko osiągów. Ferrari stawia na elektryfikację przy jednoczesnym zachowaniu emocji (Luce na torze Balocco z Hamiltonem i Leclerkiem to nie przypadkowy dobór obsady). McLaren – jeśli P50 jest prawdziwy – odpowiada manualem tam, gdzie przez 30 lat stało DSG. Subaru wraca do korzeni po latach dryfowania w stronę rodzinnego sedana.
Dla polskiego kierowcy McLaren P50 będzie niedostępny cenowo dla zdecydowanej większości – poniżej 100 egzemplarzy i cena wyższa od W1 (który kosztował ok. 2,4 mln euro) to rynek dla kolekcjonerów, nie entuzjastów. Ferrari Luce z kolei będzie pierwszym testem, czy elektryczny supersamochód sprzeda się w Polsce tak samo dobrze jak spalinowe modele z Maranello. Subaru jest najbardziej realnym wyborem dla polskiego nabywcy – o ile nowe modele sportowe faktycznie trafią do Europy z rozsądnym cennikiem i dostępem do programu dopłat NaszEauto (co przy autach stricte sportowych jest mało prawdopodobne).
Sierpień 2026 roku może przynieść oficjalną prezentację McLarena P50. To wtedy okaże się, czy plotka była prawdziwa – czy tylko dobrze wyczuła nastroje rynku.
FAQ
Kiedy zadebiutowało Ferrari Luce?
Ferrari Luce zostało oficjalnie zaprezentowane 25 maja 2026 roku podczas uroczystości w Termach Karakalli w Rzymie, upamiętniającej 79. rocznicę pierwszego zwycięstwa marki w Grand Prix Rzymu. Według Motor1 dziennikze mieli możliwość zobaczenia samochodu już miesiąc wcześniej na torze Balocco.
Czy McLaren P50 z manualną skrzynią biegów to potwierdzona informacja?
Nie – doniesienia o McLarenie P50 pochodzą wyłącznie z serwisu TheSupercarBlog, który nie podał źródeł. Motor1 opisuje je jako niepotwierdzony plotkę. Ewentualna premiera miałaby nastąpić w sierpniu 2026 roku, a produkcja byłaby ograniczona do poniżej 100 egzemplarzy.
Jakie sportowe modele planuje nowe Subaru Performance Division?
Subaru nie podało nazw ani dat wprowadzenia konkretnych modeli. Według CarScoops, powołującego się na BestCarWeb, w planach są trzy samochody sportowe z manualną skrzynią biegów. Żaden z nich nie ma jeszcze potwierdzonej daty debiutu ani ceny.
Powiązane wiadomości
- Seriously, Who Is Buying All Those New Subaru EVs? – CleanTechnica







Dyskusja
Nikt jeszcze nie skomentował. Zaloguj się i bądź pierwszy.
Aby dołączyć do dyskusji, zaloguj się jednym kliknięciem:
Komentować mogą wyłącznie osoby zalogowane przez Google. Nie zbieramy hasła ani adresu e-mail poza tym, co udostępni dostawca logowania.